Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2015

 Dzisiaj strych u Rodziców. Dach jest jednostronnie spadzisty i jedynie Róża mogła chodzić wyprostowana. Reszta – w połowie zgięta. Na szczęście udało się posprzątać, wyrzucić stare rzeczy, ubrania. Mała segregacja i na śmietnik – elegancko odłożone, bo przecież ktoś może chcieć skorzystać z tego. Niestety nie brakuje takich ludzi i dlatego to, co jeszcze komuś się przyda – odkładamy na bok.

Jutro Kraków. Może uda mi się zabrać kota, a jadę przede wszystkim po to, aby odstawić samochód. Sprzedaję. Będę miała nowy :). Oczywiście dzięki Bartusiowi, bo to był Jego pomysł. „Mamuś. Po co Ci diesel?? Na krótkie trasy lepsza benzyna”. No i zaraz będzie – Renault Captur.


 

Miesięcznie robiłam do pracy i z powrotem 2604 km. Teraz – 210 km.

Tagi: ja
19:22, bez44
Link Dodaj komentarz »

Cztery tygodnie przed ślubem Bartosza mówiłam ślubnemu, że nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem z jego synem. Gdy rozmawiałam z nim tydzień temu, wspomniałam o tym i …zdumiałam się. Powiedział mi, że nie pamięta. Jak, na litość boską można nie pamiętać tak ważnej rzeczy. Przynajmniej dla mnie to było ważne i wydawało mi się, że dla niego również powinno być.

„Prowadzę zamkniętą rozmowę” usłyszałam. Czyżbym miała zapytać, co sądzi o mojej wyprowadzce, albo czy zgadza się na to?? Coraz mniej go rozumiem. Mam wrażenie, że czuje do mnie ogromną złość, nienawiść? Sama nie wiem. Jego ciągłe powtarzanie „sami na to zapracowaliśmy” odbieram, jako oczyszczenie się. Najśmieszniejsze jest to, że o nic go nie oskarżałam, obwiniałam. Wspominałam tylko suche fakty. Moment, kiedy zawaliło się małżeństwo, kiedy straciłam zaufanie do niego, kiedy straciłam oparcie w nim. To był przełom 2009/2010 roku. I to zaważyło na wszystkim.

„Nienawidzisz mojego syna” usłyszałam. Nie. Bo nienawiść to przeciwieństwo miłości. Ja po prostu czuję do niego obrzydzenie fizyczne i psychiczne. I nie chcę mieszkać z nim. I mieć cokolwiek do czynienia z nim. I w związku z tym nie bardzo widzę szanse na to małżeństwo. Pomysły, jak wyjść z impasu podsunęłam ja. Nawet się nie zastanowił nad tym przez kilka dni. Nawet nie wstał, gdy wychodziłam.

I ma rację – nie będę spotykała się później z rodziną pasierba (jeżeli kiedykolwiek ją założy). I po co się oszukiwać?? Udawać, jak jest cudownie?

Może się czepiam, lecz myślę, że gdyby cokolwiek zależało mu na rozwiązaniu problemu to byłby telefon, sms, może wizyta. W końcu to tylko 60 km. Albo aż. Na razie jesteśmy umówieni na 11.07, tylko, że będę wcześniej – pojadę w sobotę po Dokkera. Trudno. Będzie kotem niewychodzącym, lecz kotem bezpiecznym.

 

Żebym jeszcze wpadała w ramiona mężczyzny, który na mnie czeka :)

A tu echo. Mężczyzna, który jest koło mnie, który pomógł mi przejść przez chorobę i śmierć Mamy, który był wtedy przy mnie – jeździ gdzieś po świecie. Widzimy się czasem godzinę w ciągu dnia. Potem jeden, dwa telefony i znowu czekanie. Lecz twierdzę, że lepiej być samą, niż samotną w małżeństwie. Szkoda mojego życia i ślubnego. Może znajdzie jeszcze mamę dla swojego syna – bo przecież po to się ożenił ze mną.

Tagi: ja
19:10, bez44
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 czerwca 2015

Za mną kolejny zabieg. Biopsja, zabieg jednodniowy. Na szczęście wszystko w porządku, żadnych niepokojących zmian. Bez chorobowego, ale urlop. I niestety – dopadło mnie solidne przeziębienie, któremu sama pomogłam. Osłabienie organizmu i zapomniałam ile mam lat, że jednak trzeba trochę się oszczędzać. Lecz myślałam, że mogę. Efektem tego zwolnienie lekarskie i faktycznie robiłam NIC.

Wakacje sama. Tak zdecydowałam.

Odeszłam we wtorek od ślubnego.

W poniedziałek prosiłam o rozmowę. Trwała 15 minut. „Sami na to zapracowaliśmy” usłyszałam i zero pomysłu, co dalej. Dużo mnie kosztowało wyprowadzenie się. Łzy, ból, rozsypanie. Do tego koszmarne przeziębienie, temperatura. Zostawiłam mu list, w którym sugerowałam, jak można było rozmawiać; jakich rozwiązań poszukać. Byłam wczoraj, w sobotę. Umówiona, że na pewno będzie. Rozmowa kompletnie do niczego nie doprowadziła. Pomysł – gruba kreska, wybaczamy sobie i żyjemy dalej. Tylko, na pytanie, „jak sobie to wyobraża” nie uzyskałam odpowiedzi, bo nie miał czasu zastanowić się nad tym. Wyraźnie i jasno powiedziałam: nie wyobrażam sobie dalej mieszkać z jego synem; nie chcę mieszkać z jego synem, utrzymywać go, być narażoną na jego chamskie i bezczelne ataki wobec mnie; mam dość bierności ślubnego w stosunku do zachowania jego syna wobec mnie. I wyraźnie mówię – jego syn to toksyczna osoba dla mnie i nie chcę mieć z nim nic już do czynienia. I nie bardzo wiem, jaki może mieć pomysł na dalsze, wspólne życie. Nie jest mi łatwo. Ślubny jest dobrym człowiekiem. Zawsze pamięta o rocznicach, imieninach, itp. Drobne prezenty. Tylko – zero rozmowy, mimo, że mówił, iż rozmowa jest najważniejsza. Brakuje mi czułości, przytulenia. I odnoszę wrażenie, że byłoby dobrze, gdybym tylko ja zmieniła swoje poglądy, zachowanie, a reszta pozostanie bez zmian. Po wczorajszej rozmowie nie widzę możliwości, szans na porozumienie.  Jego zaślepienie synem niweczy wszystko. Nawet nie wstał od stołu, gdy wychodziłam. A może czepiam się??

Podkreśliłam wyraźnie – odżyłam psychicznie, bo nie spotykam jego syna. I, naprawdę, jest to jedyna osoba w moim życiu, z którą nie znalazłam kontaktu, mimo, że starałam się. Znam wielu młodych ludzi i nie mam żadnych problemów z rozmową. A tutaj? Wszystko we mnie staje na sztorc. Nie umiem. Jego obecność koszmarnie mnie przytłaczała, dusiła.

Teraz mogę oddychać. Nie jest łatwo. Człowiek nie jest stworzony do bycia, do życia w samotności, samemu. Lecz dam radę. Chcę dać sobie radę.

Tagi: ja
17:25, bez44
Link Komentarze (2) »
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna