Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
poniedziałek, 31 października 2011

Kupno marynarki w rozmiarze 42 graniczy z cudem. Kompletnie nic, a jak już coś było, to ocierało się o koszmar. 42 może wg niektórych to ogroooomny rozmiar, ale mimo wszystko to normalna kobieta. Może sezon na marynarki już za mną?? Albo, mam nadzieję, przede mną. Bo najbardziej marzy mi się komplet: spodnie, spódnica, marynarka. Uda się. Jak nie dzisiaj, to troszkę później.

B. 13.11 kończy 22 lata. Matko jedyna – jakie mam „stare” dziecko. Gdy patrzę na Niego, mimo, że jestem wściekła za przerwę w życiorysie, to widzę, że moje wychowanie nie poszło na marne.

Wczoraj: pasierb cichcem wchodzi do kuchni, aż obydwoje podskoczyliśmy; otwiera lodówkę; paaatrzy, zamyka i wychodzi. Na co mąż: „gdzie się wybierasz?’. „ Na miasto”. I tyle. Nie minęło 10 minut, łomot na schodach (B. schodzi), ubierając się mówi do nas: „Jadę do Gabi, będę koło 22”. Bez komentarza z mojej strony. Tak jest zawsze.

Dzisiaj zebrał równo ode mnie, gdy okazało się, że palił w moim samochodzie. Oj, pojechałam po nim.

No i dodatkowa niespodzianka. Po 3 latach odezwał się ojciec B. Zadzwonił do niego. Zdziwienie B. oddaje najlepiej jego komentarz: „Mamuś to było tak, jakbym wszedł do łazienki i zobaczył żyrafę. I do tego żyrafę grającą na fortepianie”. I tyle. Nie chce z nim rozmawiać; po prostu nie ma o czym. To jest w tej chwili zupełnie obcy człowiek. Ojciec chce się z nim spotkać, ale B. – nie. Być może spotka się z nim, ale tym razem na swoich warunkach, to znaczy nie pojedzie jak zawsze spotkać się z ojcem, tylko ojciec, (jeśli będzie naprawdę chciał) przyjedzie do K. Zobaczymy.

A ja: marzę, śnię, tęsknię, widzę oparcie i mam je. Szaaa.

O mężu mogę powiedzieć „mąż frasobliwy”. Wiecznie zamyślony, zadumany, czasami nieobecny. Na pytanie „czy coś się stało?”, albo „co jesteś taki zadumany?” słyszę: „zaraz się biorę do roboty”. I w tym momencie zamieram. Do tzw. „roboty” jest okrągłe nic, a odpowiedzi na pytanie nie dostałam. I tak powoli odpuszczam sobie. Cisza, aż dzwoni. A może ja nie jestem odpowiednią osobą do podzielenia się zmartwieniami i troską? W sumie to zawsze uważał i chyba nadal uważa, że o problemach należy mówić po ich rozwiązaniu. Nie zgadzam się z tym. Czuję się po prostu odrzucona jako człowiek, jako żona. Szanuję jego pogląd, tylko dobrze by było, żeby wreszcie popatrzył na to z mojej strony. Lecz tego nie zrobi.

Dzisiaj jestem z B. Pasierba nie liczę, bo wstanie pewnie koło 14 (tak jak wczoraj). Mąż w pracy. A ja mam dzień dla siebie. Ostatnie zakupy na jutrzejsze Święto, dla Rodziców, buszowanie po sklepach za jakąś fajną garsonką (niech żyje karta kredytowa !).

I marzę, i śnię, i czekam, i tęsknię i da capo al fine...

niedziela, 30 października 2011

Niektóre marzenia muszą zostać tam, gdzie teraz są: daleko. Nie mogą się spełnić, mimo, że bardzo, bardzo chcę. Serce mówi „tak”, a rozum i logika – „absolutnie NIE”. I tym razem jestem za rozumem i logiką, chociaż w głębi serca słyszę „szkoda...”. Lecz tak musi być i będzie.

Wywoływanie tematu powoduje tylko smutek, tęsknotę, a potem.............stres. I po co to komu?? Pewne marzenie zostaje na półce i niech tam sobie spokojnie leży nie ruszane przez nikogo.

 

B. na zajęciach. Oczywiście pasierb „popędził” wczoraj  na zajęcia. Matko jedyna – jaki mąż jest ślepy. Trudno. Jego problem. I oczywiście – jeśli nie zaczynam mówić, pytać to nic nie usłyszę. Tylko głucha cisza. Proszę mi wierzyć – nie jest to miłe.

Tyle dni...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna