Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012

Niedzielę, 19 sierpnia, spędziłam w samochodzie jadąc z południa na północ Polski. Tylko 600 km. Pogoda oczywiście wspaniała – dlaczego nie. Aktualny po raz kolejny nie wypuścił kierownicy z ręki, a moje propozycje zmiany na godzinę, półtorej zbywał o mało co warknięciami. Cóż – jechałam patrząc
na drogę i na niego, czy nie zasypia. Rewelacja po prostu.

Drogi na wschodzie Polski, o dziwo, są całkiem niezłe. Tak samo, jak okolica przez którą przejeżdżaliśmy. Krasiczyn, Przemyśl, Lublin, Siemiatycze, Białystok. W Białymstoku zatrzymaliśmy się mniej więcej na godzinę. Mały spacer wokół rynku, oglądnięcie kościoła św. Rocha, zespołu bazyliki archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, soboru św. Mikołaja – wszystko na jednej ulicy.

 

Ratusz w Białymstoku

Ratusz w Białymstoku

 

Kamienica w Rynku

 

Kościół św. Rocha

 

Sobór św. Mikołaja



Zespół bazyliki archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny



Przy czym trafić do centrum Białegostoku to wyzwanie. Wszędzie jest napisane do „Pałacu Branickich” i oczywiście każdy przybysz powinien wiedzieć, że jest to równoznaczne z centrum miasta. Ot, taka mała zmyła.

Ogólnie przyjemne miasto, czyste, pełne kawiarenek wokół rynku. Można spokojnie zaglądnąć.

Koło 20 udało się wreszcie dojechać do Augustowa, a ja odetchnęłam. Mam wewnętrzny opór przed jazdą przez tereny zabudowane z prędkością powyżej 100 km/godz. (mocno powyżej), a Aktualny tak jechał. Ale kierowcy nie zwraca się uwagi....

I zaczął się ostatni tydzień nic-nie-robienia...

czwartek, 30 sierpnia 2012

Żeby już przestał boleć. Mogę chodzić, prawie siedzieć, ale wstać potem - to jest wyzwanie. Jak nie minie, to nie bardzo wiem, jak sama wysiądę z samochodu w poniedziałek w pracy...Tylko dobrze auto zaparkować, żeby było dużo miejsca dla drzwi. Albo zostanę w samochodzie :) w końcu w pracy będę :)

I wyprawa w Bieszczady, na Połoninę Wetlińską; potem przejażdżka wozami, ognisko, pieczenie kiełbasek i pyszna miodunka. A na koniec Muzeum Łowiectwa – brrrr. Jako biologa,  widok wypchanych zwierząt różnej maści i
wielkości, nie wzbudza mojego entuzjazmu. Wolę, żeby toto biegało, skakało i
fruwało w swoim naturalnym środowisku.

 





Na Połoninę doszłam spokojnie, własnym rytmem. Na szczycie „zabił” mnie smród spływający z WC, które było jeszcze wyżej. Normalny koszmar. Dziwię
się, że nikt, nic z tym nie zrobił.  Moje zdumienie wywołała nazwa rodzimej firmy – wiem, że sponsoruje dużo i bardzo dużo, ale żeby jeszcze to??



Przejażdżka wozami była śmieszna, wesoła i jedyna w swoim rodzaju. Takie przeżycie wystarczy mi na raz – dziękuję za więcej. Lecz warto było bo na końcu było ognisko i przepyszna miodunka. No i pogoda dopisała.



Wypoczynek w Bieszczadach dobiegał końca. W niedzielę rano, zaraz po wczesnym (jak na urlop) śniadaniu wyjazd na północ i przejazd z Myczkowiec do Augustowa.

Tagi: urlop
17:21, bez44
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna