Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
niedziela, 31 lipca 2011



W środę myłam okna i zmieniałam firanki i zasłony (normalne). Umęczona, usiadłam na chwilę u B. w pokoju. Słyszę, że podjeżdża mąż (był pomagać u swoich rodziców, bo mają remont łazienki) i schodzę na dół. Jakież było moje zdziwienie (ukryte zresztą dobrze – to czasami potrafię), gdy zobaczyłam wchodzącą teściową, a mąż powiedział: „mam przyjechała, bo nie skończyli jeszcze łazienki i śpi u nas”. Ok., to nie mój dom i widocznie nie było powodu zadzwonić wcześniej i uprzedzić. Po co? I kogo??

 

Wizyta u Bratowej i Brata. Podjeżdżając pod dom widzę, że wychodzi z ciastem w ręce i rzuca w locie: „będę za 5 minut”. Ok. 15 minęło, ale nie ma problemu, bo rozmawiam z rodzicami. Gdy przyszła to dałam prezent i...odłożyła na bok. Czasami jestem bezczelna i akurat wtedy mnie „naszło”. Może zobaczysz, co dostała R.? Zobaczyła. Nie był to prezent za 300 zł, ani za 200 zł tylko fajna spódniczka – bombka w szkocką kratę i z czerwoną kokardą. Posiedzieliśmy godzinę, bo spieszyli się na koncert (mimo, że tydzień wcześniej mówiłam, że przyjedziemy i o której przyjedziemy). Ale co tam. Było, minęło.

 

Mama była u ginekologa. Chyba pierwszy raz od urodzenia mojego brata. Wyczuła coś w piersi i boli ją bardzo. Lekarz był bardzo niegrzeczny i efekt jest taki, że we wtorek idzie do kolejnego, żeby dostać skierowanie na mammografię. Okazuje się, że jak kobieta ma 72 lata to powinna myśleć o śmierci a nie o leczeniu się. Żaden profilaktyczny program już jej nie obejmuje.

 

Piątek – wizyta u okulisty i badanie ciśnienia dna oka. Wszystko w porządku. Prawe jak najbardziej, a lewe – górna norma (albo odwrotnie). We wrześniu kolejna kontrolna wizyta. Gdybym źle się czuła mam od razu iść na dyżur okulistyczny i zbadać ciśnienie. Może taka moja uroda, że przed okresem wzrasta mi ciśnienie?? Może. W domu męża interesowało tylko czy dobre wyniki i nic poza tym. Nie miał ochoty słuchać, co i jak wyglądało, co mówiła lekarka. W sumie to przecież nieistotne, prawda??

Kilka uroczych chwil; obietnice; zaufanie; spokój; radość i....szlag to wszystko trafił w sobotę.  I nie wiem - czy tak można kłamać?? Sama nie wiem. Już nic nie wiem.

 

Niedziela – laptop dla rodziców kupiony; B. wgrał oprogramowanie; rodzice zachwyceni.

A ja?? Smutek; nie wiem czy mam ochotę na rozmowy. Na pewno nie mam ochoty na wysłuchiwanie tłumaczeń. Cóż – witaj w klubie niedotrzymujących słowa. Szkoda, że Ty też jesteś w tym podłym klubie.

sobota, 30 lipca 2011

Co myśleć o osobie, którą przez dwa dni prosiłam o pewną rzecz, sprawę ważną dla mnie, ona mi to obiecała  – osobiście, przez smsy i..............nie dotrzymała słowa. Nie dotrzymała, mimo, że wie, że czekałam na tą wiadomość, że było to dla mnie bardzo ważne.

Czuję się zbrukana psychicznie. Po raz kolejny uwierzyłam, zaufałam i zostałam zignorowana. Nie chcę słuchać wyjaśnień, tłumaczeń. Nie interesuje mnie to.  Po raz pierwszy od kilku lat byłam spokojna – uwierzyłam; byłam pewna. Po raz kolejny zawiodłam się. To może dla kogoś jest śmieszne, mało ważne, lecz nie dla mnie. I ta osoba wie o tym. Wie, bo mnie zna i rozumie? jaką wagą przywiązuję do słów. Bo wie, że gdy ja coś obiecam to ZAWSZE dotrzymuję słowa. Zawsze. Prawdę mówiąc nie wiem co mam robić. Na pewno nie będę wysłuchiwała prawd, półprawd, nieprawd itd. Już nie. Chyba ktoś może mieć problem, A może mnie się tylko tak wydaje??

piątek, 29 lipca 2011

„Mamuś – czemu nie piszesz nic na blogu?”

„No, bo nie ma o czym, to co mam pisać??”

„Cokolwiek.”

To piszę „cokolwiek”.

Czyli:

Dzisiaj rano prawie wypadła szklana półka z lodówki. „Prawie”, bo udało mi się ją złapać, natomiast na podłodze uroczo wylądowały: buraczki, jogurt, śmietana, pasztet i ogórek. Stałam z półką w rękach i przez moment patrzyłam na ten cudowny obraz na podłodze i ścianie. Cóż – godzina 4.50 a ja sprzątam bałagan; buraczki w śmietanie, pasztet w jogurcie… Huk był taki, że dziwię się, że mąż nie zareagował. Ma spanie (zresztą sam śpi od prawie miesiąca – ciekawa jestem czy wróci; wychodzę z założenia, że jeżeli sam poszedł spać osobno – żeby mi nie przeszkadzać chrapaniem, to sam wróci). Ale udało się pięknie posprzątać; jestem „uboższa” o jedną fajną miseczkę, lecz mówi się trudno. Jakimś cudem nie spóźniłam się do pracy, chociaż wyjeżdżałam bardziej niż późno.

Wczoraj natomiast zmiana pogody totalnie mnie dobiła. Jeszcze w południe byłam nieprzytomna – nie pomogły najpierw dwie, a potem trzecia kawa. Nie mogłam się obudzić. Pojechałam wcześniej do domu (kochany J.), wyciągnęłam to, co potrzebne na obiad i…poszłam spać. Obudziłam się po przeszło dwóch godzinach. Nie pamiętam, kiedy spałam po południu (wyjąwszy sytuacje, gdy byłam chora). Herbata, kąpiel, przygotowanie do pracy, kilka smsów i…znowu poszłam spać. Dzisiaj prawie dobrze.

Tydzień temu byłam u okulisty – poszłam z czymś innym a wyszłam bogatsza o wiedzę, że mam za wysokie ciśnienie w oczach. Badanie pola widzenia i dzisiaj kontrolna wizyta. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jedno jest pewne – muszę się sama zawieźć do domu, więc nie bardzo jest możliwe zakrapianie oczu. Nie umiem się teleportować i nikt również nie umie prowadzić dwóch samochodów. No cóż – zobaczę, co z tego wyjdzie. Nie będę się na razie martwiła na zapas, chociaż bardzo wzrosła moja wiedza na temat jaskry.

A tak to nic – zawieszenia. Czasem złość na siebie, na życie, na brak decyzji i tak czekam. A za trzy tygodnie urlop. Ponikiew i Zawoja. Pierwszy raz od kilku lat biorę dwa a nie trzy tygodnie urlopu.

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna