Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
sobota, 26 maja 2012

No i delegacja za mną – tydzień w Zakopanem. Merytorycznie ważna delegacja, poza tym odpoczęłam, nabrałam trochę dystansu do życia. Widok
z łóżka na Giewont – czego można chcieć więcej? Jednak można.

 

Wyjazd bardzo, bardzo udany. Pod każdym względem. Gdy sobie przypomnę od razu śmieją mi się oczy i zanurzam się we wspomnieniach i marzeniach. Eh – żeby to tak trwało i trwało….

W domu – lodowato obojętnie. Niby dobrze, niby spokojnie, ale tak obojętnie. Zero emocji, uczucia, serdecznej rozmowy. Zerowe zainteresowanie, o której wrócę z delegacji. Ot, tak. Nie można się do tego przyzwyczaić – to jest po prostu przykre.

W piątek pasierb miał pecha – „biedactwo”. Będąc już w domu, wpuściłam pana z urzędu skarbowego, który przyszedł wyegzekwować mandat karny od pasierba. Gdyby mnie nie było człowiek odbiłby się od drzwi – nie wiem, jaką
mają procedurę. Bo pasierb był w domu, ale zero reakcji na dzwonek do drzwi. Jak zwykle zresztą. Nie wiem czy tatuś wie – ja nie mówiłam, bo nie mam ochoty wysłuchiwać bzdur usprawiedliwiających pasierba. Życie.

Życzenia, uśmiech, przytulenie, pogodne oczy i niecierpek – prezenty od B. dla mnie z okazji najpiękniejszego święta. Dnia Matki. Od 23 lat to najważniejsze dla mnie święto – zawsze chciałam mieć Syna i mam; spełniłam się i spełniam, jako mama. Mam nadzieję, ale to już musi powiedzieć B., że wychodzi mi to całkiem nieźle. Jestem mamą tylko dla B. i aż dla B. I to jest najważniejsze. Pragnę mieć nadal z nim taki kontakt, jaki mam teraz; chcę, żeby nadal po głosie rozpoznawał, jaki mam humor; żeby tak jak do tej pory wiedział, kiedy się wycofać i dać mi „święty spokój".



„Wszelako Czas czyni co w jego mocy, by odebrać matce dziecko. Trzeba nauczyć się cenić każdą ulotną chwilę; nie ma innego wyjścia, jak tylko pogodzić się z tym, że życie to nieubłagany zegar odmierzający cenne momenty. Wychowywanie dziecka to zaledwie preludium, osłoda tego, co nieuniknione – jego odejścia z domu, czego przecież obawia się każdy rodzić.
Sądziłam, że kiedy (…) osiągnie dorosłość, ten strach mnie wreszcie opuści, myliłam się jednak.

Nie ma znaczenia, że człowiek z wiekiem nabiera mądrości, albo zwyczajnie coraz lepiej sobie radzi oszukując się – los matki jest taki, że przez każdy dzień swego życia drży o dziecko. Można udawać, że tak nie jest, czasem nawet trzeba udawać, aby dziecko widząc, że mu się ufa, wciąż do nas wracało, nie zmieni to wszakże tego, iż macierzyństwo to wieczne cierpienie.
Słodkie, gdyż przynoszące radość z dnia dzisiejszego, i równocześnie gorzkie,
bo zawczasu naznaczone strachem przed tym, co będzie jutro i przepełnione żalem za tym, co już nie wróci.”

Morag Prunty

Przepis na małżeństwo doskonałe

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna