Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
czwartek, 27 maja 2010

 Od blisko 21 lat jestem mamą i to mamą szczęśliwą i dumną, mimo różnych wybryków ze strony B.

Czekałam na Niego, aż się urodzi i od tej pory jest najważniejszą osobą w moim życiu, Jest jedyny i niepowtarzalny i być może stąd bierze się mój strach o Niego i jego przyszłość.

Cieszę się, że mam z Nim wspaniały kontakt; rozumiemy się bez słów i mogę polegać na Nim. To teraz w B. mam oparcie i wiem, że gdy jest niedaleko mnie to nic złego i się nie przydarzy.

Ufam mu coraz bardziej. Nie trzęsę się z niepokoju, gdy jedzie do dziewczyny, znajomych samochodem. A jeszcze rok temu musiał obowiązkowo dzwonić, ze spokojnie dojechał. Ten rok pokazał, ze jest odpowiedzialnym, młodym kierowcą. Który bardzo lubi i ceni swoje prawo jazdy.

Jak to student, działa wg standardu studenta – wykres poniżej – co mnie czasami dobija.

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Lecz może zmądrzeje (mam nadzieję).

Jedyne, co mi spędza sen z powiek, to zbliżająca się coraz szybciej rozprawa i niewiadoma związana z wyrokiem.

Wczoraj oczywiście usłyszałam rano życzenia od B. Najbardziej rozbawiło mnie: ”żeby Ci nigdy pieniążków w portfelu nie brakło”.

A po powrocie z uczelnie dostałam od B. piękny, prześliczny bukiet z róż. Ten poniżej jest podobny, ale i tak nie oddaje piękna mojego bukietu. Zwłaszcza tego, że dostałam go z miłością.

 

 

Buziaki B.!!!

 

wtorek, 25 maja 2010

Jakoś nie mam weny do pisania.

W Polsce – powódź. Kraków na szczęście wiele nie ucierpiał, ale to na pewno dzięki ludziom, którzy poświęcili swój czas i nie wahali się ani chwili, by ratować swoje domy, swoje miasto. Po raz pierwszy widziałam jak wysoko wylała Wisła pod Wawelem.

 

W nocy słyszałam jadące na sygnale karetki, straż, policję. Przerwało wał na Dąbiu. Przyjaciel B. musiał się ewakuować z domu razem z rodzicami i bratem. Dziewczyna B. przez dwa dni była odcięta od świata. Ludzkie dramaty, łzy, bezsilność. To na szczęście ominęło mnie. Lecz największe wrażenie na mnie zrobiła potęga gór koło Lanckorony.

Podchybie, gmina Lanckorona. Po długotrwałych i obfitych deszczach zaczęła osuwać się ziemia, niszcząc domy i drogi

Ci ludzie stracili wszystko, dosłownie wszystko. Domy, dobytek. Zostali tylko z tym, co mieli na sobie, co udało się uratować z walących się domów. Powódź przejdzie; woda ustąpi i można zacząć po raz kolejny odbudowywać dom, mieszkanie. A co jeśli ktoś stracił wszystko? Cały swój dorobek, miejsce do mieszkania? Straszne.

Najbardziej podbudowała mnie postawa krakowian, którzy tłumnie ruszyli na pomoc schronisku dla bezdomnych zwierząt, któremu groziło zalanie. Praktycznie wszystkie psy i koty znalazły swoje tymczasowe domy. Niektóre – po ponownym otwarciu schroniska – już nie wrócą do niego. Znalazły swój prawdziwy DOM. I to, według mnie, jedyny plus tej powodzi.

 „Schronisko dla bezdomnych zwierząt przy ul. Rybnej 3 w Krakowie przestało działać. Większość z ponad 700 zwierzaków, głównie psów i ok. 120 kotów, znalazła tymczasowe schronienie w Krakowskim Klubie Jeździeckim przy ul. Kobierzyńskiej. Ale wiele z nich zabrali na przechowanie do swoich domów krakowianie.

Środa, godz. 10. Przed schroniskiem jest tyle samochodów, że straż miejska musi kierować ruchem. Niedaleko, po drugiej stronie ulicy Księcia Józefa, znajduje się duży parking przed campingiem. Tam można postawić auto. Przy wejściu do schroniska pełno ludzi. Niektórzy wychodzą, trzymając na smyczach po kilka psów. Te groźne pracownicy wynoszą w drucianych kojcach.

- Byłem zachwycony postawą ludzi - mówi wyraźnie wzruszony Andrzej Jaworski, kierownik schroniska. - Po ukazaniu się się komunikatu o zagrożeniu powodzią w radiu i internecie, krakowianie natychmiast zaczęli przyjeżdżać na ul. Rybną. Niektórzy zabierali zwierzęta do siebie, inni pomagali własnymi samochodami przetransportować psy i koty do stadniny.

Agnieszka Majka przyjechała z osiedla Ruczaj. - Mamy małe mieszkanie, więc mogę zabrać na przechowanie tylko dwa małe pieski - opowiada. - Serce mi się ściska, kiedy patrzę na cierpienie tych zwierząt. Mam nadzieję, że po powodzi wiele z nich znajdzie nowe domy i opiekunów u ludzi, którzy teraz biorą je na przechowanie - dodaje pani Agnieszka.”

 Mnie jak zwykle zjada strach i obawa, co zdarzy się 29.06. I co gorsze, nie jestem w stanie podtrzymać na duchu B., który tego najbardziej potrzebuje. Nie sprawdzam się tutaj, jako dobra matka. Sama potrzebuję pomocy, wsparcia, a nie mam go gdzie znaleźć. Muszę przetrwać; muszę dać siłę synowi – bo kto, jak nie ja?? Nawet nie myślę, jaki zapadnie wyrok. Nie wiem po prostu. Jest to jedna z niewielu rzeczy, na które zupełnie nie mam zupełnie wpływu, które są poza moim zasięgiem. I bardzo źle się czuję z tego powodu.

B. szczupleje na potęgę. Wychodzi mu to całkiem nieźle. Żeby jeszcze mnie zaczęło wychodzić. Nie potrafię znaleźć motywacji, nic mi się nie chce, a równocześnie fatalnie się czuję z nadmiarem siebie. Czuję się wielka, nieatrakcyjna. Po prostu duża.

czwartek, 13 maja 2010

Martwy, zimny dom. Bez uśmiechu, radości, miłości. Toksyczny pasierb i mąż, który jest zaślepiony miłością do swojego syna. Czy ten związek ma jakiś sens? Mieszkam tam, bo jeszcze nie zdecydowałam się na przeprowadzkę.

Lecz mam już swoje marzenie – mały dom, w zieleni, z jabłonią przed oknem. Zrealizuję to marzenie. Nie wiem jeszcze jak, lecz mam zasadę, że marzeniom trzeba pomagać i ja będę mu pomagała. Zwłaszcza, ze jest moje.

 

 

 
1 , 2
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna