Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Wczorajszy dzień, od bardzo bardzo dawna, mogę zaliczyć od udanych.

Miałam iść z mężem do teatru na „króla Leara”, ale w związku z tym, ze pasierb musiał się zgłosić wczoraj do szpitala na zabieg nie poszłam z nim. Poszłam z B. Nawet nie burzył się bardzo, że mama „zorganizowała” mu trzy niedzielne godziny. Byliśmy w Teatrze Stu. Przedstawienie naprawdę warte oglądnięcia i nawet B., który nie jest fanem poważnego teatru był zadowolony i ogólnie zachwycony. Spędziłam z synem dobre, spokojne godziny. Pogadaliśmy o wszystkim i o niczym. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wypoczęłam.

Gdy wróciłam do domu, pasierba już nie było. I jak zwykle ogarnia mnie wtedy uczucie ogromu, przestrzeni, czystości i mam czym oddychać. Jakby mi ktoś ogromny ciężar zdjął z pleców i w ogóle ze mnie.

Niestety, nadal nie jest ciekawie. W piątek była kolejna pyskówka i kolejne obrażenie mnie przez pasierba z zerową reakcją męża. Jak mąż powiedział mi, że nie pójdzie w niedzielę do teatru, to powiedziałam, ze od razu się domyśliłam, jeśli musi być w szpitalu na 18-tą. Na to pasierb obrażonym tonem: że on nie wymyślił sobie takiego terminu. Od słowa do słowa i usłyszałam, że gdy weszłam do notariusza w środę to „od razu gębę otworzyłam”. Zatkało mnie. Mąż - zero reakcji. I jak zwykle B. stanął w mojej obronie mówiąc do pasierba, że jak się nie uspokoi to go zaraz trzaśnie. Czuję tak ogromny niesmak, żal. Naprawdę – czy zawsze tak ma być? Czy jedynym wyjściem jest rozstanie się z mężem?? Dlaczego on nie widzi zachowania swojego syna w stosunku do mnie? Dlaczego nie reaguje?? Tak myślę, że gdy dojdzie (a na pewno dojdzie) jeszcze raz do takiej sytuacji, to po prostu zwrócę się od razu do męża z pytaniem: „i co Ty na takie zachowanie w stosunku do mnie?”. Ciekawa jestem jego reakcji i stanowiska.

Przykro mi. Prawdziwie, po ludzku mi przykro.

A w ogóle to dzisiaj mam imieniny.

I znowu mi smutno. Czy kiedyś zagości na dłużej uśmiech na mojej twarzy?

 

 

piątek, 23 kwietnia 2010

Miałam napisać na kartce i dać Ci w pokoju. Lecz nie chcę już słuchać: „mamoooooooooo”.

Masz rację. Jestem nadopiekuńcza, mam talent do zamartwiania się i szukania problemów. Ale równocześnie dotrzymuję słowa, nawet, jeśli go najpierw dałam, a potem pomyślałam ile mnie to będzie „kosztować”.

Nie dziw się, że się martwię. Mam Cię jednego i chcę, żebyś życie przeżył jak najlepiej i po prostu dobrze. Nie mam ochoty przeżyć i żyć za Ciebie. Dobrze wiesz, że pozytywnie Ci zazdroszczę tego, że masz wielu kolegów i przyjaciół, na których możesz liczyć w trudnych chwilach. I zawsze byli, są i mam nadzieję, że będą.

Masz wspaniałe plany, marzenia na przyszłość. Ale marzeniom trzeba pomagać – to moje hasło i wiem, że nie jest głupie. Kilka moich marzeń zrealizowałam tylko dlatego, że im pomogłam. Po prostu czasami warto zacisnąć zęby i iść do przodu.

B. – piszę, bo martwię się o Ciebie, Twoje studia. Fakt – to, że nie widzę, ze się nie uczysz, nie jest oznaką, że tego nie robisz. Ale od zakończenia sesji nie widziałam kawałka książki, zeszytu na biurku. A do super porządnickich to Ty nie należysz. Słyszę twoje słowa po zakończeniu sesji: ”muszę przynajmniej być trochę systematyczny w nauce”. I co??

Jak mam się nie martwić skoro wiem, że za dwa miesiące rozprawa apelacyjna i Twoje być albo nie być. Myślisz, że mi łatwo z tą myślą? Czy to tak trudno i ciężko w miarę systematycznie się uczyć? A nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Niektóre przedmioty są ogromne i znowu zostawianie ich na koniec może się skończyć katastrofą. Boję się o Ciebie B.

Obiecałeś, ze nie będziesz palił. Wierzę, że dotrzymałeś słowa. Bo jeśli nie, to znaczy, że mnie oszukałeś, a ja jak idiotka Ci uwierzyłam.

Pieniądze. Przestań je tak błyskawicznie wydawać.  Nie masz mało. A tak szybko Ci się kończą. To nie jest dobre.

Praca. Masz plan pracować w czasie weekendu. Jeden zryw, kilka maili, kilka odpowiedzi i niechęć, że ktoś nie odbiera telefonu. Ja nie mogę być zawsze Twoim sponsorem. Twoja dziewczyna pracuje, mówiłeś mi wczoraj o koleżance, które bardzo dobrze sobie radzi będąc w Twoim wieku. Zrób coś. Przestań tylko opowiadać i snuć marzenia. Pomóż sobie i mnie. Przestanę się czepiać, gdy będę widziała, że Twoje słowa nie są puste. A teraz czasami są. Pomóż mi B. Pomóż sobie. Nie wiem już jak mam mówić i pisać do Ciebie, żeby doszło, żeby był efekt……………….

Mama

 

W środę byłam podpisać umowę u notariusza. Zgodnie z umową ustanowioną mam nieodpłatną, dożywotnią służebność mieszkania. Dopięłam swego, lecz zupełnie mnie to nie cieszy. Dla mnie to pyrrusowe zwycięstwo. Nie wiem nawet czy warto było. Nie dowiedziałam się dlaczego mnie pominął w grudniu; dlaczego o mnie zapomniał. Czuję smutek, żal, niesmak. Nie chcę tu mieszkać i cały czas myślę, jak zdobyć pieniądze na mieszkanie, mały dom. Dla mnie nie ma „nas”. Jest on z synem i ja. A mnie to zupełnie nie odpowiada.

Gdy weszłam do notariusza to nawet nie wstał na mój widok, nie pomógł zdjąć płaszcza. Po co? To jest zarezerwowane dla koleżanek, znajomych. A potem się dziwi, że jestem jedyną osobą, która ma inne zdanie na jego temat niż okolica. Cóż – dla okolicy jest super. Dla mnie tego już nie ma.

W sumie to nie mam już sił. Nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty.

 
1 , 2
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna