Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
wtorek, 29 listopada 2011

Banieczka, to pensjonariusz DPS w I., gdzie B. pracował w czasie pobytu Tam. B. był wolontariuszem – miał swoją grupę podopiecznych, którymi się zajmował, chodził z nimi na spacery, pomagał im dbać o higienę osobistą. Bo Ci pensjonariusze, to dorosłe dzieci, których świat jest dostępny tylko dla nich.

Banieczka nie pozwalał się golić. Zawsze były problemy, kłopoty. Aż pojawił się B. Nie wiem –jak, nie wiem, w jaki sposób, ale udało mu się trafić do świata Banieczki, przebił ścianę, która ich dzieliła. Banieczka pozwalał się golić, a nawet czekał z niecierpliwością na tę czynność, bo przecież był B.

Lecz B. ostatni raz ogolił Banieczkę 11 czerwca. 13 czerwca wyszedł B. na wolność, wrócił Stamtąd. Banieczka nie mógł tego zrozumieć, nie potrafił. Dlaczego nie ma B., tylko jest ktoś inny?? Nie pozwolił się golić, zaczęły się kłopoty.

I jedna z opiekunek pracujących tam na stałe wpadła na pomysł – wydrukowała zdjęcie B., które jest na Facebooku. Dała je Banieczce. I Banieczka chodzi ze zdjęciem B., nikomu nie chce oddać i pozwala się golić, mając przed oczami uśmiechniętą twarz B.

 

 

B. niedługo pojedzie odwiedzić Banieczkę...Już jako wolny człowiek. I ogoli Go.

 

Rodziców mam bardzo i ciężko chorych. Mama dzisiaj jest po czwartej chemii – czuje się fatalni; wyniki krwi nie są najlepsze. Tata – za dwa tygodnie ma operację na tętnicach szyjnych (zakładanie stenów), która zalicza się do bardzo niebezpiecznych i ryzykownych. Potrzebują spokoju, zainteresowania, pomocy. Sami nadal chcą pomagać, tak jak mogą; chcą czuć się potrzebni. Ja to w jakiś sposób „wykorzystuję”: rozmawiam z Nimi codziennie, pytam o zdanie (chociaż tak naprawdę wcale tego nie potrzebuję), coś tam załatwiam. Cieszą się z każdego drobiazgu. Wiem, że mogą żyć pięć, dziesięć lat (co daj Panie Boże), lecz mam równocześnie świadomość, że może ich braknąć za miesiąc. A Brat ...Brat żyje w swoim świecie. Nie zaprosił Rodziców na Wigilię („przecież jedziecie do K.), mimo, że domek w którym będę mieszkali jest na tym samym podwórku. Nie chce też spędzić z nami Wigilii – „spędzamy wigilię w swoim domku” – ok., rozumiem, chociaż przykro, bo liczyłam jednak na to, że wszyscy, cała moja rodzina znajdzie się przy jednym stole. Nie uda się. „Przecież możecie przyjść w Pierwszy Dzień Świąt” – powiedział Tacie. „Możecie” bardzo zabolało Tatę. Tato od kilku dni stara się znaleźć wspólny język z synem, lecz nie udaje się to. Nie rozumie, co się stało; dlaczego nagle nie może się z nim dogadać, mimo, że przez tyle lat byli sobie bliscy. Wg Brata nie da się żyć w domu Rodziców, nie da się z nimi żyć, i Tata nie pozwala im być samym tylko chodzi do nich do góry. Tak – raz na tydzień, na dwa zobaczyć wnuczkę. Nie zapyta jak się Mam czuje po chemii, nie interesuje go czy nie trzeba zrobić jakichś zakupów; nie chce pomocy ojca, który Zna każdą cegłę w remontowanym domku, bo to jego rodzinny dom. Już ojciec nie jest potrzebny – cóż może pomóc, mając jedną praktycznie niesprawną rękę? „idź Tato, bo źle układasz i wszystko mi zepsujesz..” Lecz ma sprawą rękę do rąbania drewna w piwnicy. Nie rozumiem Brata, nie wiem, dlaczego tak się zachowuje. Gdyby to mówiła mi mama – podzieliłabym przez, cztery, lecz gdy to mówi Tato, to wiem, że tak było naprawdę.

Boję się o nich, o Ojca. Jest niechlubna „tradycja” w rodzinie, że wszyscy odchodzą w grudniu. Powiedziałam mu wczoraj, żeby się tak nie przywiązywał do tej tradycji, że może ją spokojnie zmienić. Wreszcie się uśmiechnął. Lecz wiem, że dzisiaj płakał. Płakał, przez Syna, który mu powiedział, że nie da się z nimi żyć i wytrzymać. Zawsze miał łatwo. Idiota, który nie zna życia. Lepiej dla niego, żeby Tacie nic się nie stało...

A Ty, B., spokojnie – nawet nie próbuj się mieszać i dzwonić. Jeśli ja tego nie robię, Tobie też NIE WOLNO. Zrobię (my) to, gdy poproszą nas o pomoc moi Rodzice. Na razie dają sobie radę. Mają siebie.

 

niedziela, 27 listopada 2011

Praktycznie całą noc nie spałam. Jestem nieprzytomna. Nie jadę na żadne Targi, bo nie chce mi się tłumaczyć, że przede wszystkim to przyjemność dla mnie i moich oczu, a dopiero potem poszukanie pani, która naprawi mi korale, a nie odwrotnie.

Równoległe rozmowy do niczego nie prowadzą. A jeszcze jak słyszę „nie wiesz, bo nie pytasz” to mi ręce opadają.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna