Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010

Można tylko raz zgadywać.




Tatuś. I - nie mam pojęcia dlaczego. A pytać nie miałam ochoty, żeby nie usłyszeć jakiejś durnej odpowiedzi.

A może to ja jestem nienormalna?? Bo uważam, że machać łopatą powinien syn, a nie ojciec po całym dniu pracy.

Widocznie w J. inaczej wychowywali. Cóż - B. też jest wychowany według zasad panujących w J.

Jedyny podjazd z tej strony osiedla nie odśnieżony. Wiedziałam, ze tak będzie. Początkowo miałam zamiar sama odśnieżyć, żeby mężowi się lepiej wjeżdżało, ale szybko wycofałam się z tej myśli. Właściciel domu, czyli pasierb, siedzi CALUTKI dzień i robi nic. I ja miałabym odśnieżać??

Po 19-tej z pracy przyjedzie mąż - umęczony po wykładach, zajęciach, przygotowywaniu się do zupełnie nowych wykładów i będą dwie opcje:

1. sam się weźmie za odśnieżanie podjazdu, żeby synuś się nie zmęczył

2. poprosi grzecznie syneczka, żeby odśnieżył i jest szansa, że usłyszy: "nie ma sensu odśnieżać bo będzie padać śnieg". Już tak kiedyś usłyszał.

Pasierb sam z siebie nie domyśli się, że trzeba usunąć śnieg. Nie ma B., który w zeszłym roku to robił (w tym też). Pewnie dlatego, że jego mama jeździ samochodem i wyszedł z prostego założenia, że łatwiej mi będzie wjeżdżać do garażu.

No cóż - zobaczę, jak to dzisiaj będzie.

Oj, podziało się w ubiegłym tygodniu.

W niedzielę, 21.11. B. był w Krakowie. W poniedziałek dzwoni do mnie i mówi, że jest w ….Tarnowie i czeka na dalszą podróż. W środę wylądował w Uhercach Mineralnych, a w piątek  - w Średniej Wsi.

 

 

 

 

Tam jest B.

 

 

 

 W środę byliśmy u Mecenasa w Tarnowie. W czasie godzinnej rozmowy wiele się dowiedzieliśmy, uzgodnili. Najbardziej spodobały mi się słowa Mecenasa: „Ja chcę B. mieć w Jaśle”. I robimy wszystko co tylko się da. Jeśli nie uda się normalną drogą, to będzie to załatwiał Mecenas ze swojej strony.

W sobotę jedziemy do B. Może uda się, że wejdziemy w trójkę – ja, G. i mąż. Tam jest tak daleko, że bardzo rzadko ktokolwiek przyjeżdża. I możemy zabrać ciepły posiłek dla B. Ma się jeszcze dowiedzieć u dowódcy, czy można i czy będzie miał zgodę. Znając B. – postara się na pewno i zrobi wszystko co tylko możliwe z jego strony.

A tam jest tak koszmarnie daleko!!! 5-6 godzin jazdy. Zacznę chyba odmawiać „zdrowaśki”, żeby nie: padało, sypało, wiało, zamroziło itd. w tym stylu.

Wczoraj byliśmy na zakupach w Decathlonie – kupić polar dla B. I tak nam zeszło kilka godzin na zakupach w różnych miejscach. Przy okazji chcieliśmy wysłać gazety B. , bo tam nie ma kompletnie nic, ale okazało się, że w całym mieście jest awaria systemu na poczcie i….po zawodach. Dzisiaj mąż wyśle, jako paczkę, gdyż gazety ważą przeszło dwa kilogramy.

 

 B. musi jeszcze dostać zgodę na buty zimowe – ma tylko adidasy, a to za mało.

 

 Z udogodnień kontaktów: B. może dzwonić i dzwoni codziennie; kupiłam starter Play, gdzie numer zaczyna się od „530” – okazało się, że z budki dzwoni się jak na stacjonarny.

I teraz noszę  3! telefony: swój normalny, swój dla B. i B. Paranoja, lecz trzeba. I podajemy mu numer karty telegrosik – nie trzeba jej przesyłać. Od moich rodziców na mikołajki dostał dwie takie karty za 100 zł. – podzwoni.

 

Wigilia, Święta….

Ustalone. Wersja ponura – (według mnie, wcale nie taka ponura) – nie ma B. i Wigilię mąż ze swoim synem spędza u jego rodziny, a ja jadę do rodziców. 25.12. jedziemy do B.

Wersja pogodna – jest B. i jedziemy na Wigilię do rodziny męża, a potem do moich rodziców. Zobaczymy, jak będzie.

Na razie jestem w miarę spokojna – wiem co mam robić, czas się codziennie odejmuje, B. jest zdrowy i daje sobie radę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna