Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
wtorek, 28 lutego 2012

Fajny taki wtorek. Wstałam przed 8, Maleństwo zawiózł mnie do kliniki (nie musiałam się martwić czy znajdę miejsce do parkowania), potem Urząd Skarbowy, małe zakupy i…NIC. Luz, spokój, nicnierobienie, wypoczynek.
Oglądnęłam „Dziewczynę z tatuażem” sącząc przy tym dobre, wytrawne, czerwone wino… O, jak dobrze.  Kilka smsów, jedna rozmowa z miłego zaskoczenia i…wieczór.

Lecz żeby nie było tak różowo policzyłam dni, które potrzebuję żeby zamknąć badania – i wyszło mi 4 dni urlopu. Po prostu „rewelacja”. Nie liczę odbioru wyników, bo w to „ubiorę” Maleństwo albo męża.  I nie minie miesiąc i „już” będę wiedziała czy czeka mnie kolejna „atrakcja” czy nie. Ręce czasami opadają.

A teraz dostanę chyba szalu, bo słyszę, jak krople deszczu tłuką w dach? Sufit? Prędzej w sufit, bo wiem, jak szczelny jest dach z dachówek; mogłam mówić….Teraz tylko liczę na to, że nie spadnie mi na głowę.

Wczorajsza wizyta u okulisty zaowocowała skierowaniem na badanie pola widzenia i kolejnym terminem na wizytę kontrolną w lipcu. I chyba będzie zmiana okularów do czytania.  A dzisiaj wizyta u chirurga onkologicznego – jak co roku. Potem badania i mam nadzieję, że usłyszę „widzimy się za rok”, bez dodatkowych atrakcji.

A Garfield?? „Never trust smiling cat” – i tak robię. Chyba go już łapki bolą od ciągłego spadania z różnej wysokości.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Swoją drogą, jak tu nie wierzyć w sprawiedliwość losu??
Wczoraj pasierb „elegancko” chciał mnie okłamać, fucząc i unosząc się „ambicją” a dzisiaj…Dzisiaj wygląda jak ofiara bliskiego kontaktu z:


  1. Asfaltem, albo

  2. Latarnią, albo

  3. Słupem.

Można wybierać. Trzęsienia ziemi w K. nie było w nocy, natomiast pasierba na pewno COŚ, zaatakowało. Dziób ma elegancko starty na linii: nos-usta-broda. Oczywiście nie wywrócił się „po pijaku”, skądże, tylko zaatakowało go COŚ. Cóż…Nawet nie pytam, bo znam odpowiedź: „G. coś napadło i pobiło”. Własna głupota chyba.

 Kolejna „ciekawostka” wyłapana przez mnie (wredna macocha jestem) – został skreślony z listy studentów. Był na 3 roku zarządzania. Tatuś mało
zdziwiony, gdy go zapytałam czy wie. Nawet nie chcę myśleć, o ilu sprawach ja jeszcze nie wiem. Lecz o „dzieciach się nie rozmawia”.

Wygląd pasierba za wczorajsze chamstwo – bezcenny. Wiem, jestem podła i wredna. Słyszałam to, więc nie robi to na mnie wrażenia.

 

Ciekawa jestem czy dostanę kiedyś, od kogoś jakiś drobiazg? Czas? Chwilę? Wtedy, gdy będzie to trudne dla kogoś, ale ważne dla mnie. Znając życie – nigdy. Bo jak widzę, każdemu łatwo brać (zwłaszcza, gdy dają) niż dawać,
Dawanie jest naprawdę trudniejsze, więc, po co się męczyć?? Tyle znajduje się tłumaczeń, wyjaśnień. Czasami mam wrażenie, że prawdziwym Mężczyzną jest B. Może dlatego, że zna życie od strony, od której my nie znamy i wie, co NAPRAWDĘ jest ważne w życiu. A reszta?? Obiecuje, mówi, tłumaczy się. Żałosne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna