Jedyne, czego nie potrafię zrobic, to cofnąć czasu.
RSS
piątek, 26 lutego 2010

B. zdał chemię ! Bardzo, bardzo się cieszę! Kolejny krok do przodu. Jeszcze "tylko" kreski (dzisiaj - i trzymam mocno kciuki) oraz matematyka w poniedziałek. Straaaaaaaaasznie długa ta sesja. Trudno.

Wczoraj pokłóciłam się z B. Sprzedaje samochód (bo trzeba) i okazało się, że jest już kupiec. Zapomniał sobie tylko o jednym - sprawa samochodu jest aktualna pod warunkiem, że sesja będzie CAŁA zaliczona. Całe szczęście, że Maleństwu nie trzeba wszystkiego (jak niektórym) tłumaczyć od "Adama i Ewy". Jak wróciłam do domu to sprawa była już wyjaśniona. (Kłócilismy się przez telefon).

Zauważyłam, że strasznie się denerwuję, gdy jestem sama w domu z pasierbem. Nie wiem dlaczego. Po prostu boję się wewnętrznie. Mam takie dziwne uczucie, że otacza mnie czarna chmura i nie mam czym oddychać. Wystarczy, że w domu jest B.  albo mąż i już jest wszystko ok.

Jak cel miał Bóg, że postawił na mojej drodze i w moim życiu takiego człowieka jakim jest pasierb??

czwartek, 25 lutego 2010

Mam serdecznie dość „świętych krów”. Jedna jest w domu, a druga w pracy (chociaż tyle, że nie w jednym biurze).

Domowa „święta krowa” po prostu żyje. Je, śpi, wykonuje czynności fizjologiczne (z higieną już bardziej na bakier – no, bo po co myć się codziennie??). Chodzi na uczelnię 2 razy w miesiącu, albo rzadziej – „przecież wszystkie wykłady odwołali” (na zaocznych!), nie pracuje (tatuś utrzymuje i pośrednio ja). „Święta krowa” w domu ma 23 lata – zero obowiązków, zero wymagań w stosunku do niego. Ja się „wypisałam” z jakichkolwiek wymagań – szkoda mojego zdrowia. Głownie psychicznego. Przecież on taki biedny; ma pecha, że nie może pracy znaleźć; ma pecha, że nie uruchomili kierunku, na który miał iść (notabene kierunek został uruchomiony, tylko synuś okłamał tatusia, a tatuś – wykładowca, w ciemno to uwierzył). I tak ma człowiek pecha na każdym kroku. Cel w życiu?? Wyspać się do 13-14; zjeść podany obiadek i dalej grać do rana na komputerze. W piątek wyjść się upić i przyjść nad ranem do domu. Ot – „święta krowa” nie do ruszenia.

Kolejna „święta krowa” jest w pracy. Trzeba za nią pewne rzeczy robić, wysyłać, przypominać,  tłumaczyć się innym. Ludzie nie mają ochoty z nią rozmawiać, bo każdą odpowiedź zaczyna na „nie”. „Nie da się zrobić teraz”, „nie mam czasu”, „a po co to mam robić” – ręce opadają. Czasami nie mamy (razem z kolegą) ochoty odbierać od niej telefonów, a trzeba. A twierdzenie, że to problem dzwoniących, a nie jej – według mnie – nie jest prawdziwe. To o naszym wydziale świadczy, że nie można uzyskać informacji, albo dołożone jest takie jęczenie, że niektórzy dzwonią do mnie pytając, co jej się stało. A ona taka jest. Jęcząca rozwódka. Cholera – też mam pod górę od dobrych paru lat, a nie przenoszę tego do pracy i nie obwiniam całego świata za to, że ktoś mi życie spieprzył, albo spieprzyłam je na własne życzenie. To jej jojczenie po prostu mnie dobija. A czasami dochodzi do tego ignorowanie mnie, jako tzw. Zastępcy kierownika (no cóż – mam taki zapis w zakresie obowiązków). Wg niej powinnam się dopytywać czy wysłała dane pismo, o które prosiłam. Bo przecież ciężko wrzucić „do wiadomości”. Kierownik będący na urlopie dostał do wiadomości. No cóż – powinnam koleżance przypomnieć, kto zastępuje kierownika, bo ona jakoś nie chce pamiętać. Może być nieciekawie, ale jak zwykle, musze polegać na sobie.

I szlag mnie trafia jak pomyślę o „świętych krowach”. Do Indii!!!!!!!!!!

środa, 24 lutego 2010

Jak w tytule. Tak bardzo potrzebuję małej, maleńkiej radości. Czegoś, żebym mogła się uśmiechnąć. Czegoś, co rozjaśni moje życie.

Wiem, że może to być śmieszne, ale jestem już zmęczona sesją Maleństwa. Tak strasznie idzie pod górę. Egzaminy były na początku miesiąca, a do dzisiaj nie ma wyników. Czekanie, czekanie...

Znowu matematyka "w plecy". Nic nie pomogła pomoc z zewnątrz. Chociaż według mnie była jakaś marna. Może za mało korepetycji u pana doktora?? Jeszcze jeden termin jest w poniedziałek. Tak bardzo chcę, żeby miał to za sobą. Ile można?? Fakt, że na 30 zdających 19 oblało - i niestety B. jest w tej grupie. Ale - jaka to pociecha ? Nie należę do ludzi, którzy cieszą się z cudzego nieszczęścia. Wręcz przeciwnie. Bo jeśli komuś życzysz źle, to to wróci do Ciebie prędzej czy później. Ale wróci.

Życie - przynieś mi trochę radości. Czy nie zasługuję?? Co mam jeszcze zrobić??

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
Lubię zaglądać
Miejsce tysiąca drzwi i jednego klucza
Moje szczęścia
Papkin
Życie i Oczekiwanie

Virtual Pet Cat for Myspace
ministat liczniki.org
free counters PustaMiska - akcja charytatywna